poniedziałek, 12 października 2015

P1

                                                      Będąc ostatnio we Włoszech...
...zrobiłam mały napad na sklep Maybeline.
Oczywiście musiałam tam wejść. Bo jak tak można, pojechać na Zieloną Szkołę i nie być w sklepie z kosmetykami? To normalnie rani moją duszę. Wiedząc, ile kosztują ich produkty, rozglądałam się tylko za jedną rzeczą: BABY LIPS!!! A dokładniej edycja Electro, której nie mogłam znaleźć w polskich sklepach. Biorąc pięć pomadek dostałam kilka gratisów, za które jestem wdzięczna.
Całość dostałam w siatce spiętej zszywaczem, w środku były pomadki i gratisy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz