Stoją pod pokojem nr 8 w czwórkę i czekają
sami nie wiedząc na co. Nagle wbiega kobieta, tak na oko jakieś dwadzieścia parę
lat, za rękę trzyma o połowę młodszą dziewczynkę. Drzwi otwarte na oścież, więc
wchodzą. Pokój ma jasne ściany, okna od kaloryferów do sufitu. Po prawej
stronie drzwi prowadzące do kolejnego pomieszczenia.
Wielkie lustro na całą ścianę pokazuje, gdzie schowały się dziewczyny. Stoją w kolejnym przejściu koło lustra, bez niego by ich nie znaleźli. Kendall jeden odważny - podchodzi do nich i mówi:
- Wiesz może, czemu nasz były menadżer napisał do nas, że mamy tu być o tej porze?
- Kto jest waszym menadżerem? – pyta się z ciężkim oddechem Gabrysia.
- Greg - Kendall w tej chwili stwierdza, że dziewczyna jest nawet atrakcyjna w tych sportowych ciuchach i ze zmęczeniem na twarzy.
- Bo jest idiotą? Bo myśli, że jak przyprowadzi BTR to będę ich niańczyć?
- Niańczyć? - pyta Logan z wyrazem twarzy jakby wdepnął w bardzo brzydką rzecz.
- Sami z nim rozmawiajcie, ja idę na obiad.
- Powiedz nam chociaż, jak masz na imię - wyrywa się Jamesowi z bardzo słyszalnym w głosie zaciekawieniem.
- Gabrysia - mówi i wychodzi z torbą wyjętą ze schowka i dziewczynką.
Zostają sami ze swoimi myślami i dziwnymi minami.
W STOŁÓWCE
- Twój ostatni dzień? Nie będziesz tęsknić za nami i naszą kuchnią? - mówi ze smutkiem w głosie Amanda - kucharka robiąca najlepsze ciasteczka z czekoladą w całym LA.
- Wiesz, że będę za wami i za waszą kuchnią tęsknić – powtarza z uśmiechem na twarzy Gabrysia.
- Ja myślę. Inaczej nie dostałabyś dużej porcji tych pysznych ciastek.
- Ciastka! - Krzyczy mała z wielkim uśmiechem na twarzy.
W tej samej chwili wchodzi Greg, a za nim czterech, jakby to powiedziała typowa kobieta, przystojniaków. Gabrysia bierze ciastka i siada na jednym z najwygodniejszych miejsc na sali, czyli na kanapie. Mała dziewczynka drepcze za nią i siada zaraz obok.
Greg bierze kawę i zajmuje miejsce naprzeciwko niej, a Kendall, Carlos, James i Logan obok niego. Greg i Gabrysia patrzą sobie w oczy.
- Nie – nagle mówi ona.
- Ale jeszcze niczego nie powiedziałem. Może chciałem dać ci samochód?
- Mam samochód.
- Ale nie porsche.
- Nie chcę twojego porsche.
- Ja chcę kucyka - mówi mała i nagle wszyscy patrzą na nią.
- Nie kupisz mi kucyka?
- Nie.
- Szkoda. Kucyki są fajne – stwierdza mała wkładając do buzi wielki kawałek ciastka.
- Co nie zmienia faktu, że mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Chcesz usłyszeć?
- Nie. Jedyne, czego chcę, to nigdy więcej tu nie wracać.
- Możemy wiedzieć, o co chodzi?! - prawie wykrzykuje podenerwowany Carlos.
- Chodzi o wasz powrót na salony.
- A ponieważ nie mam w tym żadnego interesu, to mówię nie.
- Co ci szkodzi?
- Ej, halo. Czemu nikt tego nie przedyskutował najpierw z nami?
I nagle cała męska część stolika zaczyna żywo argumentować powrót BTR-u. A Gabrysia zaczyna powoli się wymykać, ponieważ nie jest taka drobna żeby przecisnąć się pod stołem jak obecna obok malutka wielbicielka kucyków. Wychodzą niezauważone, machając tylko kucharkom.
Wielkie lustro na całą ścianę pokazuje, gdzie schowały się dziewczyny. Stoją w kolejnym przejściu koło lustra, bez niego by ich nie znaleźli. Kendall jeden odważny - podchodzi do nich i mówi:
- Wiesz może, czemu nasz były menadżer napisał do nas, że mamy tu być o tej porze?
- Kto jest waszym menadżerem? – pyta się z ciężkim oddechem Gabrysia.
- Greg - Kendall w tej chwili stwierdza, że dziewczyna jest nawet atrakcyjna w tych sportowych ciuchach i ze zmęczeniem na twarzy.
- Bo jest idiotą? Bo myśli, że jak przyprowadzi BTR to będę ich niańczyć?
- Niańczyć? - pyta Logan z wyrazem twarzy jakby wdepnął w bardzo brzydką rzecz.
- Sami z nim rozmawiajcie, ja idę na obiad.
- Powiedz nam chociaż, jak masz na imię - wyrywa się Jamesowi z bardzo słyszalnym w głosie zaciekawieniem.
- Gabrysia - mówi i wychodzi z torbą wyjętą ze schowka i dziewczynką.
Zostają sami ze swoimi myślami i dziwnymi minami.
W STOŁÓWCE
- Twój ostatni dzień? Nie będziesz tęsknić za nami i naszą kuchnią? - mówi ze smutkiem w głosie Amanda - kucharka robiąca najlepsze ciasteczka z czekoladą w całym LA.
- Wiesz, że będę za wami i za waszą kuchnią tęsknić – powtarza z uśmiechem na twarzy Gabrysia.
- Ja myślę. Inaczej nie dostałabyś dużej porcji tych pysznych ciastek.
- Ciastka! - Krzyczy mała z wielkim uśmiechem na twarzy.
W tej samej chwili wchodzi Greg, a za nim czterech, jakby to powiedziała typowa kobieta, przystojniaków. Gabrysia bierze ciastka i siada na jednym z najwygodniejszych miejsc na sali, czyli na kanapie. Mała dziewczynka drepcze za nią i siada zaraz obok.
Greg bierze kawę i zajmuje miejsce naprzeciwko niej, a Kendall, Carlos, James i Logan obok niego. Greg i Gabrysia patrzą sobie w oczy.
- Nie – nagle mówi ona.
- Ale jeszcze niczego nie powiedziałem. Może chciałem dać ci samochód?
- Mam samochód.
- Ale nie porsche.
- Nie chcę twojego porsche.
- Ja chcę kucyka - mówi mała i nagle wszyscy patrzą na nią.
- Nie kupisz mi kucyka?
- Nie.
- Szkoda. Kucyki są fajne – stwierdza mała wkładając do buzi wielki kawałek ciastka.
- Co nie zmienia faktu, że mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Chcesz usłyszeć?
- Nie. Jedyne, czego chcę, to nigdy więcej tu nie wracać.
- Możemy wiedzieć, o co chodzi?! - prawie wykrzykuje podenerwowany Carlos.
- Chodzi o wasz powrót na salony.
- A ponieważ nie mam w tym żadnego interesu, to mówię nie.
- Co ci szkodzi?
- Ej, halo. Czemu nikt tego nie przedyskutował najpierw z nami?
I nagle cała męska część stolika zaczyna żywo argumentować powrót BTR-u. A Gabrysia zaczyna powoli się wymykać, ponieważ nie jest taka drobna żeby przecisnąć się pod stołem jak obecna obok malutka wielbicielka kucyków. Wychodzą niezauważone, machając tylko kucharkom.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz